„Diabeł tkwi w szczegółach” to międzynarodowe przysłowie mówiące o tym, że często największe trudności sprawiają drobne rzeczy. Albo o tym, że coś jest dobre lub nie, decydują pozornie nieistotne detale. Tak też bywa często w świecie sportu. Czasem z uznaniem kogoś za zwycięzcę biegu musimy czekać na zdjęcie z fotokomórki, która robi 1000 ujęć na sekundę. Czasem decydują centymetry, setne lub tysięczne części sekundy. A decydują o wszystkim. O wygranej lub nie. O rekordzie świata lub tylko jednym z najlepszych czasów na świecie. Biegacze doskonale znają gorzki czas życiówki 40:00 na 10km lub 3:00:00 w maratonie. Sekunda szybciej a bariera została by pokonana, a tak ... gra toczy się dalej.

Jest taka piękna scena motywacyjna z filmu "Męska gra" ("Any given Sunday") z Alem Pacino, w której trener drużyny futbolowej, stającej przed ostatnią rozgrywką, mówi, że życie to gra o cale. Posłuchajcie (z napisami):

You know, when you get old in life things get taken from you. I mean that’s…part of life.

But, you only learn that when you start losing stuff.

You find out life’s this game of inches.

So is football.

Because in either game, life or football, the margin for error is so small — I mean one-half a step too late, or too early, and you don’t quite make it.

One-half second too slow, too fast, you don’t quite catch it.

The inches we need are everywhere around us.

They’re in every break of the game, every minute, every second.

On this team, we fight for that inch. On this team, we tear ourselves and everyone else around us to pieces for that inch. We claw with our fingernails for that inch, because we know when we add up all those inches that’s gonna make the fuckin’ difference between winning and losing!

Between livin’ and dyin’!

I’ll tell you this: In any fight, it’s the guy who’s willing to die who’s gonna win that inch.

And I know if I’m gonna have any life anymore, it’s because I’m still willin’ to fight and die for that inch.

Because that’s what livin’ is!

A po tym wstępie przytoczę cztery przykłady, w których słowa te okazały się niezwykle prawdziwe. Ostatni przykład pochodzi dokładnie z dnia wczorajszego (23 stycznia 2021) roku i był dla mnie inspiracją do napisania tego tekstu.

Rekord Polski na 100m

9 czerwca 1984 roku Marian Woronin ustanowił rekord Europy na 100m - równe 10,0 sekund. Jako rekord kontynentu przetrwał on 4 lata, a nadal jest rekordem Polski, który ma już teraz niemal 37 lat. Dla biegaczy jednak ważne są bariery równych czasów, które lubimy pokonywać i tu niestety bariera 10 sekund, przynajmniej oficjalnie, nie została złamana. Ale prawda jest taka, że zegar odmierzający czas biegu zatrzymał się na wyniku 9,992. Zgodnie z matematycznymi zasadami zaokrągleń, wynik ten daje 9,99 sekund, ale zgodnie z zasadami zaokrągleń IAAF już 10 sekund. Dlaczego? Mówi o tym reguła z dokumentu opisujące techniczne zasady pomiaru czasu IAAF:

19.23.1 For all races up to and including 10,000m, unless the time is an exact 0.01 second, the time shall be converted and recorded to the next longer 0.01 second, e.g. 26:17.533 shall be recorded as 26:17.54.

W wynikach biegów na bieżni zawsze zaokrągla się czas  w górę do 0,01 sekundy.

Dosłownie 2 tysięczne części sekundy dzieliły wynik Mariana Woronina od złamania magicznej bariery 10 sekund, którą do tej pory złamało 145 sprinterów z 27 krajów na świecie (https://en.wikipedia.org/wiki/10-second_barrier)

Rekordzista świata w półmaratonie poza podium

6 grudnia 2020 na Valencia Half Marathon padły doskonałe wyniki, w tym nowy rekord świata 57:32 Kenijczyka Kibiwott Kandie. Poprzedni rekord świata Kenijczyka Geoffreya Kamworora wynosił 58:01 i został ustanowiony 15 września 2019 roku. Jest to przykład czasu, który nie daje pełniej satysfakcji zawodnikowi - 2 sekundy szybciej i bariera 58 minut została pokonana. W Walencji 6 grudnia 2020 roku był zawodnik, który uzyskał właśnie czas 57:59 - Kenijczyk Alexander Mutiso, jednak podejrzewam, że nie był zadowolony po biegu. Powodem jest jego miejsce - dopiero czwarte. Okazało się, że w biegu tym, aż 4 zawodników pobiegło szybciej od poprzedniego rekordzisty świata i Alexander Mutiso, który tego dnia również mógł być nowym rekordzistą, ze swoim czasem o sekundę poniżej 58 minut został sklasyfikowany dopiero na czwartym miejscu.

Tak oto wygląda pierwsza strona wyników półmaratonu w Walencji - czy widać tu osobę z rezultatem, który jeszcze dzień wcześniej byłby rekordem świata?

 

Rekord świata w maratonie

Embed from Getty Images

29 września 2019 Etiopczyk Kenenisa Bekele wygrywa Berlin Marathon z nową życiówką 2:01:41. Rok wcześniej Kenijczyk Eliud Kipchoge, ustanowił, również w Berlinie, rekord świata 2:01:39, bijąc poprzedni rekord z 2014 należący do Dennisa Kimmeto. Gdy Eliud poprawił rekord świata z 2:02:57 na 2:01:39 mówiono, że był to największy skok od 50 lat, o 78 sekund i sprawiał wrażenie nie do pobicia wkrótce. Po roku Kenenisa prawie pobił ten rezultat, zabrakło 2 sekund. Te dwie sekundy to prawie nic przy tym dystansie, a jednak kosztowały go pewnie 69000 $, bo tyle zainkasował Eliud za pobicie rekordu świata w 2018 roku. Na pocieszenie zostało mu jednak 500 000 $ za wygraną.

Embed from Getty Images

Ciekawe jest również spojrzenie na kolejne punkty pomiaru czasu dla obu zawodników w ich rekordowych maratonach w Berlinie:

Międzyczas

Eliud Kipchoge (2018)

Kenenisa Bekele (2019)

5 km

14:24

14:24

10 km

29:01

28:53

15 km

43:37

43:29

20 km

57:56

57:58

Półmaraton

1:01:06

1:01:05

25 km

1:12:24

1:12:30

30 km

1:26:45

1:26:55

35 km

1:41:01

1:41:15

40 km

1:55:32

1:55:30

Maraton

2:01:39

2:01:41

 

Widać z tych międzyczasów, że rekordzistą na 40km był jeszcze Kenenisa Bekele. Ale sama końcówka biegu w jego wykonaniu była odrobinę słabsza i ostatecznie oddał te 2 sekundy prowadzenia w korespondencyjnym pojedynku i jeszcze dorzucił kolejne 2.

Rekord świata na 100km

23 stycznia 2021 Amerykanin Jim Walmsley ustanowił rekord USA w biegu na 100km – 6:09:26. Od 60 kilometra jego walka o pobicie rekordu świata była samotna. Jeszcze na 95 kilometrze miał około 50 sekund zapasu, a jednak bieg zajął mu dokładnie 12 sekund więcej niż rekordziście świata, Japończykowi Nao Kazami, który swój rekord 6:09:14 ustanowił w 2018 roku. Te 12 sekund śmiało można przy tym dystansie porównać do 2 sekund w maratonie lub tysięcznych setnych sekundy w biegach sprinterskich. Tak niewiele zabrakło, aby rekord świata zawędrował do USA, ale i tak złamanie bariery 6:10 to niesamowity wyczyn.

 

Fot. https://twitter.com/HOKAONEONE

Wszytkie opisane historie dowodzą, że warto walczyć zawsze do końca, dawać z siebie wszystko, bo tylko wtedy możemy mieć nadzieję, że rezultaty będą dla nas ważne lub przełomowe. I dzieje się tak na każdym poziomie. Niezależnie od tego czy chcemy pobiec po raz pierwszy 10km, czy złamać kolejną barierę na tym lub innym dystansie. Metr za mało lub sekunda za długo potrafi zmienić wiele. I jest to mimo wszystko piękno sportu, zarówno amatorskiego jak i profesjonalnego.

Dyskusja

CAPTCHA
To pytanie sprawdza czy jesteś człowiekiem i zapobiega wysyłaniu spamu.